lko obraz-18 zyczenia-cku zyczenia-awitur zyczenia-52 adres-okolicznosciowy-solidarnosc adres-okolicznosciowy-znp adres-okolicznosciowy-marszalka adres-okolicznosciowy-wojewody adres-okolicznosciowy-przew-rm adres-okolicznosciowy-prezydenta list-gratulacyjny-joanna-mucha

20161018_152421      20161018_152352

Społeczność Szkoły Podstawowej nr 17

im. Zwycięstwa Grunwaldzkiego

serdecznie zaprasza na uroczystość jubileuszu 100-lecia,

która odbędzie się 21 października 2016r.

Program obchodów:

20.10.

godz. 16.00  – prelekcja poświęcona przejściowemu obozowi pracy przy ul. Krochmalnej

godz. 16.30 – „Lekcja wspomnień” – spotkanie z byłymi pracownikami szkoły

21.10.

godz. 10.00 – Msza Święta w Kościele Parafialnym  pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus

godz. 11.30 – część oficjalna w gmachu  Szkoły Podstawowej nr 17

godz. 13.00- odsłonięcie tablicy upamiętniającej jubileusz 100- lecia Szkoły

godz. 17.00- „Spotkania po latach” połączone z okolicznościowym koncertem

Wspomnienia naszych absolwentów

Karolina Puła

1 września 2006 roku przekroczyłam mury Szkoły Podstawowej nr 17 w Lublinie przy ulicy Krochmalnej. Wszystkie dzieci już dobrały się w pary, małe grupki  i rozmawiając o słodyczach, czy niedawno oderwanych skrzydełkach biedronki, siedziały przy stolikach. Ja, że byłam bardzo nieśmiała i nie paliłam się do poznawania nowych dzieci, od razu stanowczo odmówiłam chodzenia do szkoły. Zagroziłam rodzicom, że będę płakać tak długo, aż im serce nie zmięknie i mnie stamtąd nie zabiorą. Mój tata, inżynier, umysł ścisły i przebiegły, wymyślił pewną podpuchę. Jako mała dziewczynka chciałam mieć zwierzątko, a że wiadomo było, iż się nim sama nie będę zajmować, nie miałam na utrzymaniu żadnego. Pewnego razu, gdy mama odprowadzała mnie do szkoły (próba numer trzy), a ja już miałam zamiar zacząć się wydzierać, mama powiedziała: „Kari, tata obiecał, że jak będziesz grzeczna, to dostaniesz kotka”. Tak więc chodziłam grzecznie do szkoły dzień w dzień, z zamiarem powrotu do domu   i znalezienia swojego prezentu. Dni mijały, a kotka ani widu, ani słychu. Tata ,przyparty do muru, wiedział, że długo nie będzie w stanie mnie mamić i zabrał ze schroniska małą i nieśmiałą włochatą kuleczkę. I taka jest właśnie historia Sardynki, kotki,  z zamiłowaniem do spania, którą mamy od jedenastu lat.

Gdy mieliśmy po dziesięć, jedenaście lat ,odbywał się jubileusz z okazji 600- lecia bitwy pod Grunwaldem, imienia naszej szkoły. Pani Lidia obiecała nam wielkie, estradowe role z zaledwie linijką tekstu, co bardzo nas cieszyło. Tak więc wystrojone  w specjalnie wypożyczone na tę okazję kiecki, z plastikowymi koronami na głowach, chłopcami w zbrojach i mieczach w ręku, nie mogliśmy się doczekać tego dnia. Jaka była uciecha, gdy zaobserwowałyśmy, że suknie mają specjalne stelaże, które sprawiają, że są bardziej efektowne! Kręciłyśmy się dotąd, aż któraś nie wylądowała w ścianie. Po krótkiej akademii udaliśmy się na dwór, by tam odegrać swoje role. W palącym słońcu   i temperaturze ponad trzydziestu stopni, staliśmy na środku tej „patelni”, a pot płynął nam z czoła. Chwilę po oklaskach rodziców, którzy, tak jak my, zastanawiali się, co tu robią, czmychnęliśmy pod miniaturowy daszek i już mieliśmy wejść do budynku, gdy ogłoszono, że przyjechali aktorzy i będą pokazywać w tradycyjnych strojach, jak wyglądała walka w tym czasie. No i zostaliśmy. My schowani w cieniu, a rycerze   na słońcu w blaszanych zbrojach.

Pewnego razu, a było to kiedy byliśmy już prawie dorośli, bo na koniec piątej klasy, postanowiliśmy zrobić pewien wielki krok w naszej uczniowskiej karierze. Zwialiśmy z lekcji. W pięć, sześć osób niepostrzeżenie udaliśmy się na skwerek kilkanaście metrów od szkoły. Bardzo pewni siebie, a wewnętrznie chcący jak najszybciej wrócić, werbowaliśmy kolejnych buntowników, którzy grzecznie chcieli iść do klasy. Ale co można robić przez ponad 45 minut na placu zabaw w tym wieku? Chłopcy skoczyli do domu po swoje składaki, a my dziewczyny postanowiłyśmy się wyszykować . Z lusterkiem w drżącym ręku, tuszem podwędzonym, od którejś mamy i koleżankami obok musiałyśmy wyglądać świetnie. Wymalowane, ucieszone, że reszta wygląda gorzej od nas, wróciliśmy pod szkołę. Zahaczając o świetlicę, dowiedziałyśmy się, iż mamy dzisiaj zastępstwo z samą Panią Dyrektor! Z paniką w oczach, porównywalną do niezapowiedzianej kartkówki z wf-u, poleciałyśmy do szkolnej łazienki. Woda lała się strumieniami, a makijaż dalej był widoczny. Myłyśmy jedną ręką siebie, drugą koleżankę, a kątem oka wyrażałyśmy opinię o rozmazującym się tuszu dziewczyny obok. Kiedy zadzwonił dzwonek, z twarzami w kolorze sadzy, udałyśmy się pod salę. Jak się chwilę później okazało upiekło nam się… kazano nam pójść wcześniej do domu, o czym zapomniała nas poinformować pani ze świetlicy.Sześć szybko lecących lat, czasu nauki, jak i zabawy. Przyjaźnie, które miały przetrwać lata, a skończyły się, jak tylko wyszliśmy ze szkoły; umiejętności, które dopiero zaczęły kiełkować, a my wyobrażaliśmy sobie, że kończąc podstawówkę, jesteśmy geniuszami; i marzenia, jakie mieliśmy, ucząc się w szkole podstawowej (jak dorosnę to zostanę ….. ). Nauczyliśmy się, że każdy jest wartościowy i równy. Siedemnastkę pamiętam bardzo dobrze. Wielka szkoła, tyle dzieciaków i nowi dorośli, którzy będą starać się czegoś nas nauczyć. Jak to bywa w takim wieku, przeżyliśmy swoje przygody, jakimi dzielimy się dzisiaj, zrealizowaliśmy wszystkie pomysły, nawet jeśli później trafialiśmy na dywanik naszej wychowawczyni i możemy przyrzec z ręką     na sercu, że staraliśmy się, żeby nas zapamiętano, w jakikolwiek, by to nie było sposób. Jako klasa dokonaliśmy niemożliwego, uczestniczyliśmy w projektach, zajęciach, wyjściach, wycieczkach, konkursach i spotkaniach. Angażowaliśmy się w zajęcia plastyczne, muzyczne, chodziliśmy na basen, działaliśmy w samorządzie szkolnym, występowaliśmy w teatrze, uczyliśmy się tańców narodowych, były karaoke, akademie, składanie origami w świetlicy, wyścigi rzędów, sadzenie drzewek z Schenkerem, zbiórki makulatury, chodzenie do kina, sprzątanie dzielnicy i wymienianie się karteczkami. Dzięki kameralnej atmosferze w szkole, było nas bowiem raptem osiemdziesiąt osób, mogliśmy poczuć się, jak ktoś ważny, ktoś na kogo nauczyciel zwróci uwagę i zapamięta, jak ma na imię, kiedy mija cię na korytarzu. I wbrew temu, co sądzą co niektórzy, po ukończeniu małej szkółki blisko Dzierżawnej, można spełnić swoje marzenia i dostać się do jednego z najlepszych liceów w Lublinie. Jestem tego najlepszym przykładem.       W tym roku rozpoczęłam naukę w III LO im. Unii Lubelskiej i jestem dumna z mojej podstawówki 🙂

 

Urszula Misztal

100-lecie szkoły to doskonała okazja , by wspomnieć z wielkim sentymentem i sympatią moje lata szkolne.

Do Szkoły Podstawowej nr 17 im. Zwycięstwa Grunwaldzkiego w Lublinie uczęszczałam  w latach 1979-1987. Wówczas dyrektorem szkoły była pani Halina Filipiak, zastępcą pani Stanisława Begiełło. Wychowawcą w klasach młodszych  była pani Majkut , a od klasy IV wychowawstwo przejęła pani Furtak. Przez te wszystkie lata opiekowały się nami, ale przede wszystkim uczyły nas.

Szkoła Podstawowa nr 17 będzie zawsze w mojej pamięci zajmować bardzo ważne miejsce. Wiąże się to zapewne z niesłychanie przyjazna atmosferą tam panującą. Ja, moi koledzy i moje koleżanki, mogliśmy uczestniczyć w  kołach zainteresowań . Osobiście należałam do kółka tanecznego, plastycznego, recytatorskiego. Byłam również w drużynie ZHP prowadzonej przez pana Konrada  Radeckiego. Nieliczone rajdy, zloty, obozy były sposobem na mile spędzony czas. Przyjaźnie zawarte w okresie szkoły podstawowej trwają do dziś. Czasami się spotykamy i wspominamy. Obecna szkoła różni się od tej, do której ja uczęszczałam. Budynek zmienił się, został odnowiony i troszkę przebudowany. Twierdzę tak, gdyż w chwili obecnej moja córka uczęszcza do tej samej szkoły,   w której ja się uczyłam.

Reasumując, gdybym wiedziała, że będę tak tęsknić za latami spędzonymi w szkole podstawowej , nie kwapiłabym się tak bardzo do zdawania do kolejnych klas. Pozdrawiam wszystkich, którzy uczyli się ze mną, moich nauczycieli, którzy uczyli mnie, dyrekcję moich czasów,  panią dyrektor Beatę Kwiatkowską oraz całą kadrę pedagogiczną, która  opiekuje się dziećmi w chwili obecnej.

Nasza szkoła bohaterem poezji:             20161021_155019

Weronika Misztal

100 lat mojej szkoły

 

Moja szkoło ukochana,

Jak Ty jesteś dziś pięknie ubrana.

Okna twe błyszczą,

W oknach są kwiaty,

Flagi, rysunki, są i plakaty.

 

Dziś Twoje święto,

Twój Jubileusz,

100 lat już wiemy o Twoim istnieniu

Uczysz mnie dzisiaj,

Mą mamę uczyłaś,

Wujka i ciocie tez wykształciłaś.

Moi dziadkowie Cię z cegieł stawiali,

O Twój wizerunek też bardzo dbali.

 

Dzisiaj w swych drzwiach

Masz gości wielu.

Uczniów uczących starszych i młodszych

Księży, biskupa, dostojnych z urzędu.

Panią Dyrektor, która co dnia

Na swojej twarzy  uśmiech ma.

 

Dziękuję więc za to,

Że te piękne chwile.

Ja z Tobą, ma szkoło, dzisiaj przeżyję.

 

Hymn naszej szkoły

W świat niechaj leci,

A Ty,  ma szkoło,

Ucz dalej wszystkie swe dzieci.

A to nasza szkoła właśnie!

20161018_152304    20161018_152318

20161018_152340  20161021_155241

Data utworzenia/modyfikacji wpisu: 24 października 2016